Krótka historia szczęścia - przesłanie z Indii

10/13/2017


Teraźniejszość. Tu i teraz. Ciężko jest doceniać cierpienie, prawda? Wszystko kręci się wokół szczęścia. Chwil radości.  Czy tylko one determinują nasze życie? Co nas kształtuje i co warto doceniać...

Gdy przychodzi cierpienie, jesteś w nim. Nie myślisz, że będzie lepiej. Trudno przechodzić przez momenty pełne łez i bólu. Gdy jesteś szczęśliwy, nie myślisz, co będzie gdy przyjdą łzy. Nie przygotowujesz się na nie. Łapiesz szczęście - garściami. A gdy cierpisz - to całym sobą. 

Już prawie 4 lata minęło od mojej podróży do Indii. To był piękny czas, doświadczający, uczący. Pełen aromatów, smaków, a także emocji: wzruszeń, radości, zwątpienia, braku sił, łez. 
Nie będę Wam opisywała ponad 3 tygodni podróżowania z plecakiem po tym pięknym kraju - może na to przyjdzie jeszcze czas,  ale teraz chciałabym przedstawić Wam jedną historię. Historię ostatniego dnia, jednego wieczoru, zaledwie 15 minut.  Ta rozmowa wpłynęła na całe moje życie. W każdej złej chwili, do niej wracam. Podbudowuje mnie. Kilak słów, w odpowiedniej scenerii nabrało dla mnie takiego znaczenia, że jest przesłaniem mojego życia. 

Historia krótkiej rozmowy. Dziwnej lecz pouczającej, do której często wracam w gorszych chwilach. Wspomnienie tych słów daje mi siłę, podbudowuje, podnosi do działania. Może i Tobie te słowa utkną w pamięci i dadzą małą nadzieję w momencie, gdy tego potrzebujesz.

To był ostatni dzień naszej ponad 3-tygodniowej podróży po Indiach. Przylecieliśmy właśnie z drugiego końca kraju do Mumbaju, mieliśmy kilka godzin do samolotu do Polski. Nie było sensu wynajmować pokoju, nie mieliśmy też już siły nic zwiedzać, chodzić, przemieszczać się.  Chcieliśmy zaczerpnąć chwili, złapać oddech na kilkunastogodzinny lot do zimnej ojczyzny.

Mumbaj. Zatłoczony, brudny, z dziwnym zapachem, jednak interesujący, z unoszącą się w powietrzu ekscytacją inną kulturą. Ż życzliwymi ludźmi i takim jedzeniem - że hoho!



Mieliśmy te kilka godzin do samolotu. Wybraliśmy się nad morze, ale nie na plażę, tylko na taką a'la riwierę. Wielki mur oddzielający miasto od plaży. Był wieczór. Zachód słońca już dawno za nami. Całę miasto oświetlone, tłumy młodych Hindusów, ukrywających się randkowiczów, zagubionych turystów.

Wymęczeni, z pewnością niezbyt dobrze wyglądaliśmy. Położyliśmy plecaki na murku. Chwytaliśmy te ostatnie chwile w Indiach.

Rozkoszowaliśmy się widokiem innej kultury, miasta tak różnorodnego.
Wiedzieliśmy, że tak i tak po pewnym czasie ktoś do nas podejdzie. Jesteśmy biali, interesujący. Ktoś zagada. Za moment, za minutę.

W momencie łapania tej chwili, podszedł do nas Hindus (w wieku około 35-40 lat). Powiedział, że jest nauczycielem chemii.

Z jego opowieści wynikało, że często przychodzi właśnie tutaj i rozmawia z innymi ludźmi, często turystami. Szkoła, rodzina - to codzienność. Jednak tutaj - wierzy, że te rozmowy coś znaczą. Że są czymś więcej.

W pierwszej chwili pomyślałam, że jest szalony, że nieco uprzykrza nam tą chwilę. Jejuu - daj nam spokój! Proszę, odejdź. To ta romantyczna, wzniosła chwila, którą zapamiętam do końca życia!

Dopiero po latach zrozumiałam wartość tych kilkunastu minut.
Bo cała rozmowa toczyła się jak zwykłe. Skąd jesteś, co robisz, jak żyjesz.

Zeszliśmy na temat życia, jego sensu. Poczucia szczęścia, bólu, cierpienia.

I wystarczyły dwa zdania, które zapamiętam do końca.

"Życie jest jak fortepian - masz klawisze białe i czarne. Gdybyś miał stworzyć utwór tylko z klawiszy białych lub tylko z klawiszy czarnych - byłby jednoznaczny jakby niepełny - nie byłby pięknym, kompletnym utworem".

Życie jest mieszanką szczęścia i cierpienia. Nie da się być tylko szczęśliwym lub tylko cierpiącym. Białe miesza się z czarnym. Białe nie będzie białe bez czarnego, czarne nie będzie czarnym bez białego.

Nie docenisz szczęścia nie będąc wcześniej strapionym. Nie będziesz cierpiał aż tak bardzo, jeśli wcześniej nie zaznasz ogromu szczęścia.

Jednak - gdy wymieszasz białe i czarne - kompozycja będzie pełna.

Życie jest mieszanką białego i czarnego, szczęścia i cierpienia. To chwile, które razem tworzą pełną kompozycję. Uzupełniają siebie. Białe i czarne. Jak w muzyce.









Zobacz inne

2 komentarzy

  1. Piękna historia... Chociaż dalej wikła nas w dualizm (czarne vs. białe, radość vs. smutek), to uczy nieoceniania, niewartościowania. Bo białe nie jest lepsze od czarnego, radość nie jest lepsza od smutku. To jest jakie jest.

    Każda chwila* po prostu JEST. Ani dobra, ani zła. A my sami nadajemy jej nazwy i łatki i wartości. Jak już ją nazwiemy i zakwalifukujemy jako dobrą lub złą, wtedy ją właśnie uśmiercamy. Bo ona po prostu jest. Jest naszym doświadczeniem. Jest. Jest cudem.
    _______
    * chwila / osoba / emocja / itd

    OdpowiedzUsuń

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie

Wyszukiwarka przepisów:

Durszlak.pl