Życie w lesie? Jak to jest i czy każdy mógłby żyć poza miastem?

3/30/2017


Życie w lesie jest piękne. Sielankowość, cisza, przestrzeń. Dźwięki zupełnie inne, ciemność, natura. Poznaj plusy mieszkania z dala od aglomeracji i zastanów się, czy też byś tak mógł.

Nigdy nie byłam zakochana w mieście, w tłumie, wielkich imprezach i szybkim tempie życia. Jednak przez długi czas właśnie w ten sposób funkcjonowałam. Gdy 6 lat temu przeprowadziłam się z rodzinnego miasta do stolicy, nieco zachłysnęłam się możliwościami rozwoju, ludźmi, ich złożonością, różnością i ... karierą.

Przez blisko 2 lata żyłam na wysokich obrotach - praca, dom, praca, maile, spotkania, taksówki, projekty, gotowanie.

Próbowałam znaleźć balans między pracą na cały etat a życiem prywatnym. I choć uwielbiałam to, co zawodowo robiłam - to nie byłam w stanie dłużej funkcjonować w tak dużym stresie.  Szukałam w sobie odwagi, dobrego momentu, by wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady :) Jednak taka zmiana nie była możliwa tym czasie.

W końcu, z pomocą mojego partnera, zdecydowałam się na duży krok - rzuciłam pracę.
Tak - podjęłam ryzyko życia bez gwarantowanych, comiesięcznych wpływów na konto. I wcale nie twierdzę, że było łatwo. Nerwy, zmiana wartości, liczenie każdej złotówki. Ale opłaciło się. Dla zdrowia mentalnego, spokoju ducha, znalezienia innej radości w życiu. Zmieniłam priorytety.

I to był początek, zalążek w życiu i w głowie.

Wynajmowaliśmy świetne mieszkanie na Ursynowie. Duże, wygodne, z ogródkiem. Z jasną kuchnią, wielkim łóżkiem. Nie martwiliśmy się o ogrzewanie, śmieci. Żyliśmy komfortowo.
Zrezygnowaliśmy z tego i dzięki pomocy bliskich, moglibyśmy przenieść się do pięknego miejsca. Góralska chata w środku lasu. Wieś oddalona zaledwie 20 km od Warszawy jest zupełnie innym światem. Z megawygodnego mieszkania w Warszawie, gdzie nie musieliśmy się martwić o nic, wyprowadziliśmy się do dziczy.

Pamiętam rozmowę z moimi przyjaciółkami, które mocno odradzały mi taki krok. “A jak Ty będziesz dojeżdżać? Jak będziesz wracać z imprez? Zwariowałaś?”

Wiedziałam, że ryzykuję, że nie umiem palić w kominku, nie mam zielonego pojęcia o mieszkaniu w domu, boję się pająków i ciemności. Oboje jesteśmy młodzi, więc nastawiliśmy się na niezłą szkołę życia. Ale chyba właśnie tego oboje chcieliśmy.





Początek nie był ciężki - końcówka lata, ciepłe wieczory, ekscytacja nowym miejscem, porządki, świeże powietrze. Natomiast zima….hmmm nie zawsze było łatwo. Jednak długie wieczory przy kominku to niewątpliwy plus! Doceniam każdą chwilę w ten sposób spędzoną i jestem za nie wdzięczna.






Czy każdy może żyć w
lesie?

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy mógłby tak żyć - zmieniają się priorytety, pojawiają się inne problemy. Zamiast martwić się o to, co założę na firmową imprezę czy też w którym salonie lepiej zrobić paznokcie, ja zastanawiam się, gdzie zamówić szambiarkę, czym najlepiej uszczelnić okna i jak poradzić sobie z ciągłym wykopywaniem dziur pod płotem przez psy. Inna codzienność. Ale to właśnie tu kocham.



Zdrowy balans

Zachowuje balans - to nie jest tak, że jestem tylko tu - w lesie. 2-3 razy w tygodniu jestem w Warszawie. Tylko, że teraz ze smutkiem zamykam rano bramę i odpalam samochód, a po skończeniu zawodowych spraw gnę do tej góralskiej chaty i wcale nie mam ochoty na pójście do galerii i sprawdzenie przecen czy kolację w modnej knajpie.

Nie zdziczałam tak do końca :) Przyjaciółki nadal odwiedzam, jeżdżę do kina, na siłownię.

Myślę, że nie każdy poradziłby sobie w takich warunkach - po prostu nie każdy byłby szczęśliwy, żyjąc za miastem. Ja doceniam ciszę, samotność, bycie tylko we dwoje. Doceniam bieganie za psami, sprzątanie naniesionego błota i pilnowanie dni wywozu śmieci (albo o nich zapominanie). Inni doceniają możliwość ciągłego przebywania z ludźmi, energię miasta i szybkie tempo życia.
I każdy powinien znaleźć ten swój balans i to, co codziennie sprawia, że jest szczęśliwy.

Co kocham najbardziej w życiu w lesie?


##PORANKI##

Wyobraź sobie, że codziennie rano parzysz kawę i patrzysz przez okno na przylatujące do karmnika ptaki. Jest cisza, słychać tylko wiatr i ćwierkanie :)

Gdy jest ciepło, z kubkiem kawy idę na hamak i łapię poranne, przyjemne słońce. Małe momenty, które pozwalają mi czuć się szczęśliwą. Albo zakładam szlafrok i po prostu patrzę na drzewa.




##PRZYGODY##

Jeśli myślisz, że życie z dala od ludzi jest nudne, zapraszam do mnie! Zwalone drzewo, przez które nie możesz przejechać do domu, dziki pod bramą wjazdową, kuna buszująca na piętrze, zakopywanie kolejnych dziur pod płotem (kochane psiaki), wygrzebywanie auta z błota i tak dalej i tak dalej.

I choć dla jednych wymienione rzeczy byłyby problemem i czymś absolutnie nie do zniesienia, to wiecie co - ja to kocham!
##NAUKA - DOŚWIADCZENIE##

Przez te kilka miesięcy życia w lesie nauczyłam się wiele nowego. Może nie jestem już królem od social media i jestem daleko w tyle za nowymi funkcjami snapa, fejsa, ale codziennie przychodzi mi poznać coś innego.

Jakie wybrać gwoździe do papy, jak szybko rozpalić w kominku, jak jeździć, by się nie zakopać po raz trzeci. Rozkminiamy, jak zbudować szklarnię, myślimy o małym warzywniaku. Z miastowej korpo manager zrobiłam się księżniczką z lasu :) Nadal nieco księżniczkuję, jak każda kobieta, ale jestem bardziej samodzielna - chyba :) Nie przeraża mnie już tak zostanie samej na noc. Pogodziłam się z ciemnością.

##LUZ##

Wychodzisz przed dom w szlafroku, do sklepu u “Pani Ani” jedziesz w kaloszach, słuchasz muzyki tak głośno, jak chcesz. Nie przejmujesz się tym, jak wyglądasz, jak ocenią Cię inni i co powiedzą. Nabierasz dystansu. Do siebie, do ludzi, do spraw przyziemnych.





##KUCHNIA##

Gotowanie sprawia mi inną radość. Lubię tradycyjną, polską kuchnię, wiejski klimat sprzyja powrotom do chwil z dzieciństwa, wakacjom u babci na wsi, pieczeniu jabłek na starej kuchni. Właśnie! Marzy mi się wielka, kaflowa kuchnia, przygotowywanie potraw z ognia. Coraz częściej myślę o innych technikach gotowania, rezygnacji z elektrycznych płyt.



##NATURA I PRZESTRZEŃ##

Spokojniej podchodzisz do życia, mniej się śpieszysz, pozwalasz sobie na więcej czasu. Większa przestrzeń pozwala inaczej oddychać, natura uczy łapania chwili. Uśmiechasz się na widok sójki, wypatrujesz sikorek, zachwycasz się kwiatkami, wsłuchujesz w drzewa.

##WE DWOJE##

Gdy mieszkaliśmy w Warszawie, wszystko było bardziej skomplikowane. Więcej skupialiśmy się na innych, błahych sprawach niż na sobie. W lesie łatwiej o wzajemne poznanie, bliskość na bardziej naturalnym poziomie. Docieranie się przybiera nową płaszczyznę. To jak powrót do korzeni, połączenie tradycji z partnerstwem. Ja robię pranie, gotuję i sprzątam, ale on łata dziury, targa ciężkie rzeczy, buduje dach, naprawia światło :)






##ZMIANA PRIORYTETÓW## _MĘSKIM OKIEM

czyli kilka słów od Niego


Ogarniasz życie i nabywasz umiejętności przy typowo rdzennych zadaniach, znanych ludziom od zawsze, jak rozpalanie ognia, czy ogólne radzenie sobie w warunkach ciężkich, takich które od początku musisz sobie sam zapewnić... To umacnia człowieka mentalnie. W szarej rzeczywistości ludzie pochłonięci są swoimi smartfonami, spółdzielnia robi wszystko za nich i nie muszą się martwić o nic oprócz porządku w domu... Mieszkanie poza miastem daje poczucie niezależności i wzmacnia własną wartość.

Czujesz, że mentalnie wchodzisz na innym poziom, nieco przed szereg ludzi pochłoniętych karierą, miastem, niezwracających uwagi i niemających czasu na długie przemyślenia i zabawy w harcerstwo:) Wiesz, że gdyby świat się kończył, giełda padła, pieniądze straciły wartość, to nie schowałbyś się w szafie, czy biegał w kółko. Poradziłbyś sobie przynajmniej przez jakiś czas. Bazując na tym, co już udało Ci się opanować. Skorzystałbyś z umiejętności, które nabyłeś, mieszkając poza miastem.

##....C.D.N.##

Za żadne skarby nie wróciłabym do miasta na stałe. To nie jest moje miejsce. Jednak wiem też, że nie zdecydowałabym się na całkowite odludzie czy też życie w górach, daleko od większego miasta. Czasami mam potrzebę wyjścia na imprezę, pobuszowania po sklepach, pójście do teatru. Kocham wege jedzenie w Warszawie, uwielbiam swoją nową pracę, która pozwala zachować mi balans między życiem w lesie a spełnianiem się zawodowo.

O leśnych przygodach mogłabym Wam pisać i pisać...Ten tekst jest w sumie próbą, wprowadzeniem tutaj, na bloga kulinarnego, trochę prywaty, trochę tematów spoza kuchni. Sprawdzi się? :) Dajcie znać, czy tego typu teksty, w jakiś sposób Was interesują :)

Pozdrawiamy z lasu!





Zobacz inne

12 komentarzy

  1. Vegeszamanko, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że trafiłam na ten wpis! Marzę o wyrwaniu się z miasta, z tego wiecznego pośpiechu i szumu pędzących aut, właśnie do lasu i dzięki Tobie wiem, że to marzenie jest do spełnienia! Wystarczy mieć odwagę i wiarę, że się uda. :) Na pewno będę wracać do tej notki w chwilach zwątpienia. Wielkie dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Długo zastanawiałam się, czy dzielić się prywatnym życiem, ale też długo sama w sobie dojrzewałam do przewartościowania. Wierzę, że odnajdziesz w sobie odwagę i napiszesz kiedyś do mnie pozdrowienia z własnej dziczy :) Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  2. Cudowny wpis... Czytałam go już chyba ze trzy razy. Dlatego, że fajnie napisany, ale również dlatego, że w pewnym sensie odnajduję w nim siebie:) Podziwiam i szanuję za odwagę. Człowiek czasami choć źle mu w dotychczasowym życiu boi się zmian i trwa w tym co jest, mimo iż nie przynosi to żadnych, ale to żadnych korzyści. Ot, ze strachu, czy dla wygody, bo lepsza stara bieda, niż ta nieznana, bo powierzając swoje życie w "ręce losu", nie można mieć do siebie pretensji, że podjęło się złą decyzję. Chciałabym również docenić fakt przewartościowania wszystkiego na nowo, docenienia małych, a jakże ważnych rzeczy. Wyobrażam sobie, że te poranki ze śpiewem ptaków, a jednocześnie otaczającą ciszą są cudowne. Takie właśnie warte zapamiętania i celebrowania. Pozdrawiam i życzę szczęścia w nowym miejscu na Ziemi:) i chętnie poczytałabym o kolejnych "przygodach" życia z dala od wielkiego miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Ci dziękuję za te słowa. Wciąż szukam właściwej formy na to miejsce :) Z chęcią poopowiadam o dzikich przygodach z lasu.

      Myślę, że największą wartością w takim życiu jest powrót do korzeni, rzadsze bycie online a częstsze uważne życie offline. Ludzie zapominają o prawdziwych wartościach i biegną nieco na oślep. Wiem, że te kilka miesięcy tutaj nauczyło mnie doceniać chwile - a każda z nich pojedynczo składa się na moje szczęście.

      Pozdrawiam ciepło i dziękuję za przeczytanie oraz komentarz :) Dziękuję <3

      Usuń
  3. Zazdroszczę, tak bardzo. Mam mieszkanie swoje w Gdańsku, na kredyt, ale nie chcę tu być. Chcę właśnie takiego życia, chcę chodzić w kaloszach, biegać z psami i nie słuchać już tego disco polo z piętra poniżej. Nie zastanawiać się czy dziś przyjedzie koparka i zacznie się budowa pod oknem, a psy znowu znerwicowane zaczną ujadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocno trzymam kciuki za pozytywną zmianę, uśmiech od losu, który pozwoli spełnić marzenie :)

      Usuń
    2. Z doswiadczenia Ci powiem, że można wynając swoje mieszkanie w miescie i za te same pieniądze wynając dom poza miastem. Wynajem domów w Polsce nie jest bardzo popularny i znalezienie czegos potrafi potrwać ale to ma sens. Ja wynajmowalem 200m dom caloroczny za 1500pln.

      Usuń
  4. Idzie wiosna, pomyśl nad tym żeby usiąść na pniu drzewa i zacząć pisać książkę. Książkę o sobie i kuchni. Od początku do dzisiaj z pomysłem na jutro. To byłaby jedna z piękniejszych książek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyłeś/zaskoczyłaś mnie totalnie. NIgdy o tym nie pomyślałam, ale być może teraz....Dziękuję za te słowa. Pomysł piękny, skryte gdzieś marzenie - będę do tego dojrzewać :)

      Usuń
  5. Uwielbiam spacery po lesie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy post. Mieszkam w małej gminnej mieścinie w borach dolnośląskich, piękne tereny i rezerwaty, wycieczki rowerowe to prawdziwa przyjemność, liczba tras leśnych niezliczona... Zawsze jednak bardzo brakowało mi wielkiego miasta, szumu, perspektyw, ciekawej pracy, ciągle gdzieś dojeżdżam. Niedawno z M. podjęliśmy decyzję o zakupie mieszkania w ponad 100tys. mieście, myślałam: szał, będzie gdie ubrać piękne szpilki, wyjść na miasto bez martwienia się o powrót, zakupy, sklepy wszystko pod nosem, rewelacja! Mając upatrzone mieszkanko pewnego poranka zmęczona całym tygodniem pracy i jeżdżeniem po owym większym mieście wstałam leniwie, słysząc już zza okna śpiewy ptaków, był cieplejszy dzień więc zajęłam się chwilę podwórkiem i pospacerowałam z M. do pobliskiego lasu (250m od domu). I pomyślałam sobie - zaczekaj! Tam, w nowym miejscu nie będziesz miała pod nosem pachnących drzew, porannej pobudki przez kukułkę, niezliczonych miejsc spacerowych pośród natury, własnego podwórka za to będą sąsiedzi z prawej, z lewej z góry z dołu, swądy smażonej kaszanki dwa piętra niżej, po otwarciu okien ryk silników samochodów i jedyna twoja przestrzeń "na dworze" to balkon, metr długi dwa szeroki. O matko, co ja robię!? Świadomie chcę zamknąć się w klatce, owszem wygodnej poprzez nic nieróbstwo ale jednak nie dającej przestrzeni. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że sama chcę uciec od tego do czego prawie wszyscy zmierzają - cisza i spokój. Nie zakupiłam własnego, ciasnego M., nie będę incognito, nie będzie na miejscu kawiarni ale będę miała swój dom, dom w dziczy, ciszy i spokoju. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za to, że się podzieliłaś tym doświadczeniem. Ja się mocno w tym odnajduje bo właśnie jestem na etapie "w środku" czyli już mieszkam na wiosce i za płotem mam las ale jeszcze siedzę w korpo. Pracuję z domu, na komputerze więc nie jest źle ale.... ja po prostu wiem, że to nie jest miejsce dla mnie. Dużo się jeszcze uczę i szkolę jak się da jednak moje dni są policzone (i to dosłownie bo wyznaczyłem sobie datę kiedy muszę podjąć krok pod tytułem "wypowiedzenie").

    Coraz bardziej widzę, że z jednej strony jest ekscytacja, że będzie więcej wolności ale i jest też głęboko podszyty lęk - jak zapłacę rachunki, co będę tak naprawdę robił (mam oczywiście pomysły ale nasze pomysły a rzeczywistość to całkiem inna bajka, jak pokazuje życie), itp itd.

    Dzięki historiom takim jak Twoja, tym bardziej dostaję odwagi i widać da się :)

    Dzięki, podpisuje się pod pomysłem osoby wyżej - pomyśl o książce.
    Fajnie piszesz i podobają mi się Twoje przepisy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie

Wyszukiwarka przepisów:

Durszlak.pl